Ścieżki kluczą jak klucze, w zamkach tajne przejścia

otwierasz i przemieniasz: dźwięk w znaki, brzęk w bramę.

Gdy zanurzasz głos w dłoni, zostaje atrament

i spływa ci na usta, jakby szukał miejsca

 

spoczynku. Ośmiornica zasypia bezpieczna,

ale inne zaśnienia szturgasz, siejesz ferment,

ściszasz muzykę bez snów, wizg słońc, orbit, planet.

Nic nie mówiąc, zlizujesz sól z rantu kubeczka.

 

No, takie tam obrazy, a nie o to chodzi!

Chodzi o to, że teraz, w tej chwili schnie kwiecie.

A ty masz swój ocean, górotwór wilgoci,

 

Pelagiale metafor, ławice książeczek.

Gdzie tylko powiosłujesz, tam cię prąd powiedzie.

Łza i horyzont w oku, i słodki tyłeczek.

+