dokument

zaczął się od czarnoniebieskiego

 

to oglądają balony stratosferyczne

blisko terminatora

 

po stronie mroku, lecz w miejscu, które jeszcze wyklucza

zalew zupełnej ciemności.

 

wyklucza ledwo.

potem długo nic.

 

a potem studio. niebiesko-czarne, drugi

koniec gradientu.

 

siwizna naukowca

świeci pod reflektorem jak kobaltowa dioda

 

a on tłumaczy,

że pokazać język

 

to cofnąć to w rozwoju

o sto lat.

 

wdrożenie w sztukę

reklamy kosztowałoby około millenium.

 

dlatego przegrały firmy, centra danych, hodowle

zakażonego krzemu.

 

pierwszy był system przewidywania pogody

albo i tamten od prądów morskich

 

(błękit studia

ciemnieje, w tle rozbrzmiewa powolna pieśń sonara).

 

gadają z nami jak z kosmitami: najpierw liczby,

ciągi liczb pierwszych zaszyte w prognozach

 

a potem wiotkie drzewka definicji, mniej niż trzysta,

tyle powstało przez siedem tłustych lat.

 

odpowiadamy tylko nimi, by nie zatruć.

+