
myślę o Rospudzie, prawym dopływie
Biebrzy, z nazwą jak rosyjska spółka
albo rosół. masz w sobie zapach dymu,
który szedł z wędzarni. dni nam kapały tłustymi oczkami
do kałuż. łączy nas ta sama krótka linia na dłoni,
nieufność w owalnych rysach i pokracznych
słowach. gdy przymykam oczy, widzę Twój cień w obejściu,
jakbyś stał w bramie na Belleville,
mówisz: wywiało ze mnie wszystko. a ja czuję stęchliznę
na wypatroszonych poddaszach, sypią się szare
tynki, grzyb gryzie ściany. zostaliśmy.
nadzy i cenni jak niewydobyty tytan.
