Rzadko zdarza się by poezja komunikowała cokolwiek wprost, znaczenia wierszy zazwyczaj schowane są za woalem, wymagają odkrycia i interpretacji. Teksty syntetyczne owym woalem się bawią. Wiersze w tym dziale udają coś, czym nie są, lub wręcz przeciwnie, stają się tym, co pozornie jedynie udawały. Problem mediatyzacji, o którym wspominał Dawid, odgrywa dużą rolę, w końcu jak mawiał McLuhan „Medium is the message”, a technologia rzeczywiście znajduje się w centrum tych gier z autentykiem – nic dziwnego, to postęp technologiczny jest w dużej mierze odpowiedzialny za nastanie epoki postprawdy, która swoje odzwierciedlenie znajduje również w twórczości poetyckiej.

I tak teksty Chruścik i Garnysz są dla mnie jakby jednym i tym samym wierszem, ale rozgrywającym się na dwóch różnych poziomach symulacji. W obu utworach mamy do czynienia z jakąś wizją humanistycznego buntu przeciwko technice, ale to co u Garnysz, jest gorzką konstatacją: „Nie urodzę Don Kichota”, u Chruścik jest przeciśnięte przez sito ironii. Oba teksty w świadomy sposób rozgrywają swoją naiwność, Garnysz ostatecznie się jej wyzbywa, a Chruścik właśnie w tej odfiltrowanej naiwności poszukuje rozwiązań. Z kolei w utworach Zuzanny Stasiak, Luli Sarniej i Alicji Łaski dostrzegam pewną próbę parametryzacji, języka, podmiotu i wiersza. Technika wdziera się w te teksty i próbuje zamienić je w wykresy: „Wellness rośnie wprost proporcjonalnie”, „w ośmiuset stopniach dzieło sztuki stapia się z twoją skórą”, „struktura o nieznanej klasie odporności”, napięcie między językiem techniki i formą liryki staje w centrum uwagi, jednak ta pozorna precyzja wciąż pozostaje tylko zasłoną, za którą musimy zajrzeć. W jednym krótkim wierszu Amelii Pudzianowskiej udało się zawrzeć refleksję o sztuczności relacji słowa i jego desygnatu, tutaj również wkrada się technika, to właśnie syntetyczne światło wymyka się procesowi nazywania, zasygnalizowany brak obnaża sztuczność nie tylko sytuacji lirycznej, ale i szerszego zjawiska, do którego się odnosi. U Julii Kusiak stechnicyzowanie dotyka podmiotu, który wchłania w siebie elementy technologii - „śpię z otwartymi kartami”, karty zastępują tu oczy, a okna przeglądarki zostają jednymi oknami na świat. Z kolei Anna Maria Wierzchucka już doborem motta do wiersza „zadrzewia” wzbudza w czytelnikach ostrożność, sygnalizuje, że to z czym będziemy mieli do czynienia, należy podać w wątpliwość, wziąć w nawias. Modyfikacje, którym poddawana jest w tym wierszu przyroda, rzeczywiście są posunięte tak daleko, że każą zakwestionować jej ontologiczny status: czy solarpunkowa natura wciąż zasługuje na to miano?

+